Moi rodzice żyli w przyjaźni z Brzeskimi; Jędlami; Żuławskimi; z ks. Wincentym Sumarą, proboszczem ze Słopnic Królewskich i z ks. Maciejem Browarnym, proboszczem w Łososinie górnej.
Ks. Sumara był to wysoki, barczysty, nader sympatyczny i gościnny człowiek. Często bywał w domu moich rodziców — lubiał bardzo grać w karty w tak zwanego „halbika" — zawsze trzymał bank; bywał także u Kazimierzów Brzeskich, z którymi żył w wielkiej przyjaźni.
W czasie wakacyj, gdy nastały wielkie upały, jeździli rodzice z większem towarzystwem do Łososiny górnej, aby się tam w rzece dosyć głębokiej ukąpać. Po kąpieli towarzystwo szło do plebanii na dobrą kawę.
Pewnego razu zdarzyło się, że w czasie kąpieli zerwała się nagle burza i spadł ulewny deszcz. Kąpielnicy zaledwie zdołali najniezbędniejszą odzież na siebie włożyć, resztę zaś zabrać w ręce i boso biegli do plebanii.
Proboszcz przyglądając się temu z okna, boki zrywał od śmiechu. Panie uciekając przed deszczem, pogubiły majtki, pończoszki, buciki itp. Teofila suszyła w kuchni przemoczone ubranie gościom.
Ciąg dalszy wspomnień limanowskich i wspomnienia mordarskie nastąpią później.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
[1] Ojciec mój uczęszczał do gimnazyum w Nowym Sączu. Kolegował między innymi z Dunajcwskim, Oskardem i Possingercm. Stryj mój ś. p. ks. Kazimierz Sitowski, proboszcz w Ropie koło Grybowa wychowywał mego ojca i nie szczędził kosztów na jego wykształcenie.
[2] Matka moja pobierała nauki w klasztorze PP. Klarysek w Starym Sączu.
[3] Męża Krakowskiej zabił piorun w polu pod gruszką. Krakowska wyszła później za mąż za kaflarza, Michalika.
[4] Ks. Jan Warpecha umarł 1 września 1877.
[5] Urząd powiatowy mieścił się w kamienicy piętrowej, stojącej w narożniku rynku ulicy Sądeckiej. Szczepański miał biuro na parterze; w przedpokoju siedział woźny Błażej Szczypta. W owych czasach stosowano plagi cielesne za drobne przekroczenia. Zwykle Szczypta przeprowadzał egzekucye. Gdy jaka dziewczyna miała dostać plagi przemawiał do niej Szczypta słowami: „Niech panna przyniesie ławkę ze sieni na podwórzec!" — gdy się to stało rzekł Szczypta: „legaj panna zaraz, nie mam czasu, muszę iść po forszpan do Mordarki." Gdy się na ławce położyła, odezwał się znowu Szczypta: „niech panna podniesie spódnicę" gdy się temu wezwaniu stało zadość, zaaplikował jej Szczypta przepisaną ilość plag, poczem mówił: „niech panna odniesie ławkę do sieni".
W owe czasy można było znaleźć w Registraturze skargi o drobne przekroczenia z takiem załatwieniem „mit 10. Stock erledigt — ad acta". Szczypta posiadał złoty medal za obronę Limanowej przed rabunkiem w r. 1846. Opis obrony znajduje się w aktach urzędu parafialnego limanowskiego. Gdy Szczypta umarł, pochowano go z honorami, w mowie pogrzebowej podnoszono jego zasługi — przy spuszczeniu trumny do grobu, wystrzelono kilka razy z moździerzy. Byłem osobiście na pogrzebie Szczypty. Żona Szczypty Marya zaniosła medal do urzędu parafialnego z prośbą, by go umieszczono we wielkim ołtarzu — prośbie stało się zadosyć — medal, wiszący na wstążce, przybito gwoździkiem u stóp cudownego obrazu matki boskiej w głównym ołtarzu. — Amatorowie dawali Szczypcinej za ten medal 50 zł. w. a.
[6] Na drugi dzień po balu widziano Samuela z Limanowej jadącego do Pieniążka z pijawkami.
[7] Dr. Leon Żuławski ułożył w r. 1846 taki wiersz: Haskel, Schaja i mała Gittlusia, Bali się bardzo chłopa rabusia.
[8] Sławikowski Henryk pracował w mojem biurze w charakterze oficyanta kancelaryjnego — po nim przybył Wiktor Głębocki.
[9] Podgórska odwiedzała matkę często i przywoziła ze sobą małą córeczkę Eugenię, śliczną Jak marzenie — wszyscy przepowiadali jej świetną przyszłość — wyszła za mąż za Truszkowskiego.
[10] Wiejskie chłopaki ile razy zobaczyły zająca, darty się na całe gardło: „Kubusia, Kubusia — cialalaj, cialalnj."
[11] „Gdy się trąbka odezwie, słuchasz — serce ci rozpływa" — głos jej i szum lasów budzi zapał.
[12] Nie masz większego wesela dla duszy w lasach chowanej, jak gdy zagra psia kapela, pośród kniei dobrze znanej; jest to przyjemność szczera, gdy pieski w lesie odezwą się, niczem z ich głosem każda opera."
.Jakaż cudna to muzyka 1 czyżby Mozart taką stworzył? złóż tu strzelca nieboszczyka a z pewnością wnet by ożył. Już nie poznasz Trafisza, Pogonią i Cymbała, ale chór jeden tylko i orkiestra cała w przecudny akord zlana, a melodyi takiej, że gdyby ją uchwycił Szopen jaki, toby napisał koncert nad wszystkie koncerta i w kozi róg zapędził każdego Szuberta. Zapominasz wtedy świata nic ci na sercu nie ciąży, a krew mimo stare Iata, jak za młodu w żyłach krąży."
[13] Tak psy goniły stale, strzał huczał po wystrzale; obaj kiepskośmy strzelali, na zabój pudłowali. Choć, który z nas czasem spudłował, to sam ze siebie żartował".
[14] Głębocki strzelał po mistrzowsku; gdziekolwiek się zmierzał, tam trup święcie leżał.
[15] Głębocki posiadał ładną pasiekę.
[16] Piją jedzą, gawędzą i z łupów się cieszą, a po uczcie dopiero do domów swych spieszą.