wtorek, wrzesień 26, 2017

Drużba:

/Mel. 7/
Na Podolu bioły kamień,
Hej Podolanka siedzi na nim.
Siedzi, siedzi, wionki wije,
Hej z biołyj rózy i z lelije.
Przysed do nij cudzoziąmiec,
Hej Podolanka daj mi wieniec.
Dałabym ci weiniec, dała
Hej zebym brata się nie bała.
Otrułaś ty brata swego,
Otrułabyś mnie samego.
Idź do dau wiśniowego,
Hej znajdzies węza jadliwego.
A brat pije z konia leci,
Hej Podolanko dbaj o dzieci.
Inny drużba:

Oj, nima to, nima jak na gaiku,
Cyrwone jabusko na suchym patyku.
Śtery mile lasu same osicyny,
Nie póde do gdowy, póde do dziewcyny.

Druhna:

/Mel. 5/
Śtyry mile lasu samoego jałowca,
Nima na Stary Wsi porządnego chłopca.
Drużba:

Śtyry mile lasu, same osicyny,
Nima na Stary Wsi porządne dziewcyny.

Siwy konik, siwy, na pośrodku grzywy,
Będę dziopy zwodził póki będę zywy.

Ścięli dąbek, scieli, już nie będzie rodził,
Wzięli mi dziewcynę, com do niej przychodził.

Siykiyreckąm zaciął, trzoska odleciała,
Powiydzze mi Maryś, cy mnie bedzies kciała.

Ponieważ goście weselni w pierwszą noc wesela nie spali, mimo zabaw wśród śpiewów, muzyki i tańców, przerywanych na posiłki, wśród których najważniejszym był podawany na gorąco obiad, czuli się pod wieczór zmęczeni i bliżsi sąsiedzi chętnie już po obiedzie wracali do swoich domów, aby się przespać i wypocząć na drugi dzień wesela. Dla tych, którzy mieli daleko do domu, zaścielano w pomieszczeniach domu weselnego słomę i kto był już senny, kładł się na posterunku weselnym w ubraniu jak żołnierz, by być gotowym po przebudzeniu do dalszej zabawy. Nie łatwo jednak było wyspać się wśród rozgwaru zabaw młodzieży, która, będąc kondycyjnie odporniejsza na zmęczenie, wymyślała różne figle i rozrywki.

 


W środę rano każdy drużba otrzymywał od ojca panny młodej litr wódki i udawał siępo starostów i „zaproszeńców”. Zaproszeńcami nazywano weselników zaproszonych na drugi dzień wesela. Byli to przeważnie ubożsi sąsiedzi. Każdego przybywającego witała muzyka dziarskim marszem, za co uhonorowany gość wrzucał do basów parę szóstek. Każdego po powitaniu zapraszano do stołu i goszczono, zachęcając do jedzenia i picia. Starsi więcej posiadywali przy stole, rozmawiali, grali w karty i od czasu trochę tańczyli. Młodzież natomiast nie chciała stracić żadnego tańca i przerywała wir taneczny jedynie na te chwile, gdy muzykanci udawali się na posiłek. Drugiego dnia zabawy wszędzie większy tłok, gdyż gości jest więcej. Po obiedzie odbywało się obrzędowe obtańcowywanie panny młodej, które trwało aż do oczepin. Każdy uważał za obowiązek i honor zatańczyć przodek z panną młodą. Aby nikt nie był pominięty, porządku pilnował starszy drużba, który wywoływał po nazwisku najpierw starostów, a następnie drużbów. Monotonię apelu do przodka starał się drużba urozmaicić jakimś dowcipem. Samo wywoływanie również ubierał w rymy mniej lub więcej dowcipne, a czasem tylko sterotypowe, jak np. „Słoneczko wschodzi, misiącek zachodzi, staroście N… /lub drużbie X/ zagrać się godzi, bo się nie zubozy, choć ryński do basów włozy.” Wezwani płacili przodek i, jak kto umiał, tak śpiewał jakąś piosenkę z komplementem dla panny młodej, życząc jej powodzenia w przyszłej gospodarce i w życiu rodzinnym. Kto nie umiał, czy nie dał rady dużo tańczyć, obracał się symbolicznie, kilka razy w koło, z panną młodą i oddawał ją następnemu tancerzowi.